|
|
|
Drohobycz leży na pogórzu karpackim, około 60 km na południowy zachód od Lwowa i w takiej samej odległości od obecnej polskiej granicy. Historia miasta sięga średniowiecza, za czasów Rusi Halickiej istniały tu kopalnie soli, którą sprzedawano po całych ziemiach ruskich, na Litwę a także i na ziemie polskie. Jak ważne dla miasta było jej wydobycie niech świadczy fakt, że w herbie miasta umieszczono dziewięć głów soli zwanych topkami.
Nie można, pisząc choćby najkrócej o Drohobyczu, nie wspomnieć o mieszkających tu Żydach. Zgodnie z dawnymi przepisami nie wolno im było mieszkać w obrębie miasta, zamieszkiwali więc przedmieścia. W 1616 roku starosta Mikołaj Daniłowicz nadał gminie żydowskiej na przedmieściu teren o powierzchni 1 łanu królewskiego. Z czasem powstałą tam osadę nazwano Łanem. Z biegiem czasu Drohobycz stał się jednym z największych skupisk ludności żydowskiej na ziemiach polskich, w końcu XIX wieku stanowili oni połowę mieszkańców miasta. Dziwnym zrządzeniem losów Drohobycz nigdy nie posiadał murów obronnych. Niepewne schronienie zapewniał jedynie obronny kościół parafialny. Stąd też miasto padało często ofiarą łupieżczych najazdów Tatarów, Turków i Kozaków. Po każdym kataklizmie czerpiąc dochody z soli odradzało się na nowo. W końcu XIX wieku w niedalekim Borysławiu odkryte zostały złoża ropy naftowej, nowego jak na owe czasy surowca. Ropa zalegała płytko, jej wydobycie nie wymagało wielkich nakładów a obfite zyski przychodziły szybko. Rosły więc fortuny miejscowych „szejków” a i miasto zasilił strumień pieniędzy. W Drohobyczu powstały rafinerie działające tu do dziś, okresie międzywojennym ropę przerabiały tu państwowy Polnaft i prywatna Galicja. Obecnie rafinerie drohobyckie, nie modernizowane od wielu lat przypominają muzeum techniki.
Na wiosnę 1998 roku miałem okazję uczestniczyć w wyjeździe profesorów i studentów Akademii Górniczo-Hutniczej na Ukrainę. Wyprawa miała na celu, oprócz nawiązania współpracy z Politechniką Lwowską, także poznanie terenów na wschód od naszej granicy oraz pomoc zamieszkałym tam Polakom. W autobusie mieliśmy około tony ubrań, książek i innych darów, które pozostały w parafiach na wschodzie. Do Drohobycza docieramy wieczorem. Tak jak było umówione miejscowi Polacy czekają już na nas. Przyjęli nas bardzo gościnnie i serdecznie. Za nocleg i posiłek płacimy, jest to dla miejscowych ludzi okazja zarobienia nieco pieniędzy trudnych czasach. Na Ukrainie wiele osób od całych miesięcy nie dostaje wcale pensji, zresztą i tak niskich jak na polskie standardy, albo też dostaje ich namiastkę w produktach wytwarzanych przez ich zakłady pracy. Potem usiłują je sprzedać na bazarach. Ceny zaś są zbliżone do polskich, albo czasami nieco wyższe. Zresztą nie ma co się dziwić, spora część towarów w tamtejszych sklepach pochodzi z Polski, Słowacji czy Węgier.
Niedaleko mijamy budowę nowej cerkwi. Podobnie jak u nas w epoce późnego Gierka i Jaruzelskiego, tak teraz na Ukrainie budownictwo sakralne jest w rozkwicie. W wielu wsiach i miastach budowane są nowe cerkwie. Po latach komunizmu i walki z religią, latach kiedy nie było mowy o budowie kościołów czy cerkwi, teraz potrzeby są ogromne. Budowane są cerkwie greckokatolickie i prawosławne, bardzo rzadko kościoły rzymskokatolickie. Katolicy łacińscy są na Ukrainie w mniejszości, a będąc przeważnie Polakami nie cieszą się nadmierną sympatią miejscowych władz. W centrum Drohobycza wznosi się zbudowany z czerwonej cegły gotycki kościół parafialny pod wezwaniem Wniebowzięcia Matki Boskiej, Świętego Krzyża i św. Bartłomieja. Kościół, fundowany przez Władysława Jagiełłę, pochodzi z początków XV wieku. Do czasów wojny posiadał cenne wyposażenie, które uległo zniszczeniu lub po prostu zostało skradzione w latach powojennych, kiedy urządzono tu magazyn. Zachowały się tylko elementy trudne do usunięcia, jak gotycki portal ozdobiony herbem miasta i godłem Polski oraz renesansowy nagrobek Katarzyny Ramułtowej. Obecnie kościół zwrócono wiernym, w jego nieco pustym i zniszczonym wnętrzu odprawiane są nabożeństwa. Na architekturze drohobyckiej świątyni zaważyła jej funkcja obronna. Jak już wspomniałem miasto nie posiadało nigdy murów obronnych, a tylko umocniony kościół dawał schronienie mieszkańcom. Był on otoczony ziemnymi wałami, usypanymi z polecenia króla Zygmunta Starego. Wały wzmacniały drewniane wieże oraz jedna murowana wieża bramna, zachowana do dziś i służąca jako dzwonnica. Jednakże nie zawsze fortyfikacje te były wystarczające. W czasie wojen kozackich miasto zostało zdobyte, napastnicy wdarli się do kościoła i dokonali rzezi wśród chroniących się tutaj ludzi. Na pamiątkę tego wydarzenia zamurowano jedno z wejść do kościoła, to właśnie przez które wdarli się kozacy. Niedaleko od miasta leży Borysław, dawne centrum wydobycia ropy. Na olbrzymiej przestrzeni rozrzucone są luźno domy, dawne wille potentatów naftowych oraz mniejsze służące mniej zamożnym mieszkańcom. W zabudowie brak widocznego planu, dominuje bezład. Borysław zbudowano w pośpiechu, kiedy odkryto tu pokłady ropy a jej wydobycie przynosiło szybkie zyski. Ściągnęło to wielu ludzi inwestujących w tutejsze pola naftowe, a także licznych inżynierów i robotników zwabionych ponadprzeciętnymi zarobkami. Położone płytko borysławskie złoża nie były zbyt obfite i dawno już się wyczerpały. A tętniące życiem miasto nafciarzy stało się na powrót senną mieściną. Również niedaleko Drohobycza leży znane uzdrowisko Truskawiec. Wśród wód mineralnych króluje „Naftusia” lecząca ponoć rozliczne dolegliwości. Obecnie przywożone są tu dzieci z okolic Czarnobyla, pobyt w uzdrowisku i kuracja „Naftusią” ma im pomóc przezwyciężyć skutki przebywania w skażonym środowisku. Jak na skuteczne lekarstwo przystało woda ta jest wyjątkowo paskudna w smaku, coś jakby do szklanki wody dolać łyżeczkę nafty. Stare centrum Truskawca, z parkiem zdrojowym i pensjonatami przypominającymi zabudowę Krynicy, otaczają obecnie duże, niezbyt piękne bloki mieszczące sanatoria pobudowane za czasów Związku Radzieckiego. Zmienne były
losy Drohobycza, po sobie następowały okresy pomyślności i upadku, miasto było
niszczone i znów odbudowywane, napływali nowi osadnicy. Stanowiło ono tygiel,
w którym łączyły się różne kultury, w którym mieszkali przedstawiciele różnych
narodów. Mieszkali razem zachowując odrębność swoich kultur. Czy teraz
potrafią żyć w nim zgodnie Ukraińcy i pozostali tam Polacy, czy po okresie
zastoju i zubożenia znów nadejdzie czas pomyślności? Marcin Wolter (fotografie autora) |
|
e-mail: Marcin.Wolter@ifj.edu.pl |