|
Niewielka rzeka
Smotrycz, lewobrzeżny dopływ Dniestru, płynąca w głębokim skalistym wąwozie
zatacza prawie pełne koło pozostawiając obszar ze wszystkich stron otoczony
jarem i połączony wąskim przesmykiem z otoczeniem. Miejsce to, z natury
obronne, już dawno zwróciło na siebie uwagę ludzi. Gród w Kamieńcu
Podolskim istniał już za czasów Rusi Halickiej, a o jego obronności świadczyć
może to, że w 1129 roku wytrzymał oblężenie przybyłych ze stepów Połowców.
Widok na z zamku na miasto, w środku
widoczna katedra.
|
W połowie XIV wieku Kazimierz Wielki przyłączył
Ruś Czerwoną do Polski, a w tym samym czasie Podole z Kamieńcem uznało
jego zwierzchnictwo lenne. Rządzili w nim wtedy książęta Korniatowicze.
Od tego czasu związki Podola z Polską stawały się coraz silniejsze, a
w roku 1434 zostało ono włączone do Korony. |
Jak do większości
miast kresowych, tak i do Kamieńca osadnicy ściągali z różnych stron, już
w XV wieku oprócz Rusinów miasto zamieszkiwali także Polacy i Ormianie. Każda
z nacji miała własny samorząd, rządziła się swoimi prawami a nawet miała
własny rynek. W związku z napływem katolickich Polaków na terenie Podola już
w XIV wieku zaczęła powstawać łacińska organizacja kościelna. W 1378 roku
została w Kamieńcu utworzona diecezja podporządkowana metropolii w Haliczu, później
przeniesionej do Lwowa. W XVI wieku powstała katedra łacińska, będąca
najdalej na wschód wysuniętą gotycką katedrą Europy. Na Podolu przeważała
ludność ruska, poza tym kraj był często pustoszony przez najazdy tatarskie,
więc diecezja kamieniecka nie należała do najzamożniejszych. Mianowani tu
biskupi traktowali często to biskupstwo jako pierwszy etap w karierze i szybko
ubiegali się o inne, nawet nie zadając sobie trudu przyjazdu do swej katedry.
W latach 1535-1546 diecezja miała ośmiu kolejnych biskupów.
|

Wysadzony w powietrze
kościół ormiański. |
W tym samym czasie co katedra łacińska
śś. Piotra i Pawła zbudowany został w Kamieńcu kościół ormiański
pod wezwaniem św. Mikołaja. Był w nim przechowywany cudowny obraz Matki
Boskiej, kościół posiadał wspaniałe wyposażenie. Niestety nie dotrwał
do naszych czasów wysadzony w powietrze za panowania Stalina. Z całego
kościoła zachowała się jedynie wieża. |
Położony w
strategicznym miejscu, z natury obronny Kamieniec był fortyfikowany przez
kolejnych królów. Przesmyk zastąpiono mostem, zwanym Mostem Tureckim, i
umocniono już w XV wieku warownym zamkiem. Także stoki jaru okalającego
miasto umocniono basztami. Przez długie wieki Tatarzy pustosząc Podole nawet
nie próbowali zdobywać twierdzy, która stanowiła schronienie dla okolicznej
ludności.
|

Zamek w Kamieńcu
Podolskim. |
Gdy
Imperium Osmańskie zhołdowało Mołdawię, a jego wpływy w tym kraju od
przełomu XVI i XVII umacniały się i płynący kilkanaście kilometrów
od Kamieńca Dniestr stał się rzeką graniczną Turcji i Polski rola
twierdzy bardzo wzrosła.
|
Wiek XVII znaczyły wielkie
wojny toczone przez Rzeczpospolitą. W 1620 armia polska pod dowództwem hetmana
Stefana Żółkiewskiego poniosła klęskę pod Cecorą. W tej sytuacji nie
ulegało wątpliwości, że następnego roku potęga turecka ruszy na Polskę.
Sejm uchwalił nadzwyczajne, osiem razy podwyższone podatki na wojsko i wojsko
polskie dowodzone przez hetmana Jana Karola Chodkiewicza przekroczyło Dniestr
pod nieodległym od Kamieńca Chocimiem oraz założyło warowny obóz pod
zamkiem na prawym, mołdawskim brzegu rzeki. Dołączyły do niego wojska
zaporoskie Piotra Konaszewicza Sahajdacznego po tym, jak rada kozacka postanowiła
wesprzeć Rzeczpospolitą.
Przyjęcie walki z Turkami mając
za plecami szeroką rzekę było nader ryzykowne, w razie niepowodzenia uniemożliwiało
odwrót. Z drugiej strony gwarantowało to zaporoskim sojusznikom, że Polacy i
Litwini naprawdę zamierzają się bić i nie chcą się zasłonić kozackim
kosztem.
Obrona Chocimia
stanowi piękny przykład współdziałania polsko-litewsko-kozackiego. Przeszła
do historii nie tylko Polski, ale i Ukrainy, a koło zamku chocimskiego stoi dziś
pomnik narodowego bohatera Ukraińców Piotra Konaszewicza Sahajdacznego. Dla
podtrzymania ducha wojska wiadomość o śmierci schorowanego hetmana
Chodkiewicza zatajono, została ona dopiero rozgłoszona przez Turków, którzy
jak się okazało, posiadali niemało szpiegów w polskim obozie. Warto wspomnieć,
że w obronie Chocimia uczestniczył także 25-letni królewicz Władysław, późniejszy
król Polski. Po tych zmaganiach wojennych stanął pokój, ale wiadomo było,
że następna wojna z ekspansywnym imperium osmańskim musi znów kiedyś nastąpić.
W roku oblężenia
Chocimia rozpoczęto w Kamieńcu Podolskim budowę nowego zamku zamykającego
przesmyk, przylegającego do starej warowni. Stanowił go nowoczesny system
bastionów przystosowany do walki z użyciem artylerii, umieszczone w nich
kazamaty dawały schronienie obrońcom oraz pełniły rolę magazynów. Zamek
ten odparł z powodzeniem szturmy kozaków w czasie powstania Chmielnickiego, a
później stał się widownią walk wojnie tureckiej roku 1672.
W roku tym potężna
armia turecka przeprawiła się przez Dunaj i przez Mołdawię ruszyła na północ.
Dowodził nią osobiście sam sułtan Mahomet IV. W tym samym czasie, już po
wypowiedzeniu wojny, zerwane zostały w Warszawie dwa sejmy i nie było komu ani
za co szykować obrony. Król Michał Korybut Wiśniowiecki, syn kniazia Jaremy,
niestety nie dorównujący ojcu, zajęty był sporami z przeciwnikami
politycznymi. Turcy zaś przekroczyli granicę na Dniestrze i w sierpniu stanęli
pod murami Kamieńca. W międzyczasie pod Żwańcem przeszli na ich stronę
Lipkowie, czyli litewscy Tatarzy.
Twierdza nie mogła
sprostać przewadze armii tureckiej, dysponującej najlepszą techniką wojenną
tamtej doby. Potężna artyleria siała spustoszenie w mieście niszcząc domy i
umocnienia. Obroną skazanej na klęskę twierdzy dowodził starosta podolski
Mikołaj Potocki, jednakże niektórzy pamiętnikarze podają jako faktycznego
dowódcę pułkownika Jerzego Wołodyjowskiego, niezrównanego zagończyka i
kawalerzystę, który jak się okazało także dzielnie dawał sobie radę przy
obronie fortyfikacji. Ów Wołodyjowski, w odróżnieniu od bohatera „Trylogii”,
nie ożenił się z młodziutką i zadziorną panną Basią znaną z kart powieści,
lecz z czterdziestoletnią Krystyną Jeziorkowską, wdową po trzech mężach.
Nie towarzyszyła mu też ona podczas oblężenia, lecz przed przybyciem Turków
opuściła miasto. Po śmierci Wołodyjowskiego wyszła za mąż, już po raz piąty,
tym razem za pisarza ziem podolskich Franciszka Dziewanowskiego.
Po tygodniu walk, gdy znaczna część warowni legła
w gruzach zniszczona ogniem artylerii, a dalsza obrona nie rokowała szans
powodzenia, wysłano parlamentariuszy. Twierdza skapitulowała, a załoga i kto
tylko chciał mógł opuścić miasto. Okolicznym ziemianom zagwarantowano
nietykalność dóbr i osób. Po kapitulacji Wołodyjowski siedząc na koniu
szykował wojsko do wymarszu, kiedy nastąpił wybuch prochu zgromadzonego w
zamkowych piwnicach, co pociągnęło za sobą śmierć około ośmiuset żołnierzy,
którzy bardzo przydaliby się Rzeczpospolitej w dalszej wojnie. Zginął i
Jerzy Wołodyjowski, któremu lecący kamień lub kartacz wyrwał część
czaszki. Jego zwłoki złożono w podziemiach kościoła franciszkanów, gdzie
przez ponad ćwierć wieku czekały na powrót Kamieńca do Rzeczpospolitej.
Prochy prawdopodobnie podpalił dowódca artylerii zamkowej Hekling, rodowity
Niemiec z Kurlandii, protestant, który nie mógł przeboleć utraty twierdzy.
|

Zrujnowany klasztor
franciszkanów. |
Zawarty w Buczaczu traktat z Portą oddawał
Turcji Podole, Ukrainę zaś odstępował Kozakom, jako poddanym sułtana.
W następnym 1673 roku armia turecka pod wodzą Husseina Paszy wyruszyła
z Adrianopola nad Dunajem w kierunku Polski. Tym razem jednak sejm uchwalił
podwyższone podatki na zaciąg 31 tys. żołnierzy w Koronie i 20 tys. na
Litwie. Dowodzone przez hetmana Jana Sobieskiego wojsko przekroczyło
Dniestr przechodząc na mołdawską stronę rzeki. |
Po długim marszu dotarło od południa pod Chocim, gdzie stacjonowała armia
Husseina Paszy, grożąc Turkom odcięciem drogi do kraju. Przyjęli oni bitwę
okopując się w starym obozie Chodkiewicza, mając za plecami rzekę i most
przez który mogły nadejść posiłki z nieodległego Kamieńca. Przez całą
listopadową noc, przy lodowatym wichrze i padającym deszczu ze śniegiem obie
armie stały naprzeciw siebie. Turcy gorzej znieśli tę próbę i nad ranem
masowo opuszczali stanowiska. Świtem, po salwie dział, na ich przerzedzone
szeregi uderzyła piechota Sobieskiego, a po przekopaniu wałów jazda wdarła
się do obozu. Rozmiar klęski tureckiej powiększyło załamanie się mostu, po
którym usiłowali uciekać niedobitkowie. Klęska turecka była całkowita, dwa
wieki później Karol von Clausevitz uważał zwycięstwo chocimskie za największe
z osiągnięć wojennych Jana Sobieskiego. Zwycięstwo polskie ostudziło na
jakiś czas zapał wojenny Turcji, jednak Podole nadal pozostało w jej ręku.
Dziś na wysokim
prawym brzegu Dniestru wznosi się kamienny zamek z XVI wieku. Jest zrujnowany,
ale trwają w nim prace remontowe chroniące go przed dalszym niszczeniem. Wokół
niego, w obozie otoczonym ziemnymi wałami, rozegrały się obie bitwy. Olbrzymi
obszar wokół zamku otoczony bastionowymi fortyfikacjami mógł pomieścić całą
armię. Turcy, panujący tu przez dziesięciolecia, umacniali oraz rozbudowywali
twierdzę aż do końca XVIII wieku. Teraz w ciepłe dni sporo ludzi przychodzi
tu na majówki, na zamkowym dziedzińcu miejscowa młodzież kopie piłkę. Przy
głównej bramie rozległej twierdzy, której strzeże pomnik Konaszewicza
Sahajdacznego, znajduje się parking oraz budka, w której sprzedawane są
bilety. Przez pozostałe bramy wejść można zupełnie bezpłatnie.
|

Zamek w Chocimiu. |
Turcja uważała aneksję Podola za trwałą,
więc dbała o rozwój prowincji, a jej polityka nie przebiegała pod
znakiem rabunku. Ci mieszkańcy Kamieńca, którzy sobie tego życzyli,
mogli opuścić miasto, pozostałych nie czekały zbyt surowe prześladowania.
Każdy z chrześcijańskich obrządków mógł zachować po jednej świątyni,
pozostałe przekształcono w meczety. Los ten spotkał również katedrę,
do której dobudowano strzelisty minaret. |
|

Katedra w Kamieńcu
Podolskim. |
Polska nie pogodziła się z utratą Kamieńca,
jednak odbicie go nie było rzeczą łatwą. W celu blokowania twierdzy u
zbiegu Zbrucza i Dniestru w roku 1684 powstały okopy Św. Trójcy, których
nazwą posłużył się Zygmunt Krasiński w „Nieboskiej Komedii”.
Zbudowane zostały w miejscu z natury obronnym, gdzie płynące w głębokich
jarach Dniestr i Zbrucz zbliżają się do siebie, by potem znów się
rozdzielić i połączyć ponownie w odległości kilku kilometrów.
Przesmyk został z obu stron zabezpieczony ziemnymi wałami z murowanymi
bramami, dość dobrze zachowanymi po dzień dzisiejszy. Obecnie teren
fortyfikacji zajmuje wioska Okopi, a w jej centrum stoi zrujnowany kościół
pamiętający czasy twierdzy. |
|

Brama Okopów Św. Trójcy. |
Kamieniec wraz z Podolem wrócił do Polski
w 1699 roku na mocy pokoju zawartego z Portą w Karłowicach po tureckich
porażkach pod Wiedniem i na froncie bałkańskim. Po latach kościoły wróciły
do swych pierwotnych funkcji. Zgodnie z traktatem przy katedrze nie usunięto
minaretu, ani nawet wieńczącego go półksiężyca, lecz ustawiono na
nim drewnianą figurę Matki Boskiej. Później zastąpiono ją istniejącą
do dziś figurą wykutą ze złoconej miedzi. W katedrze do dziś stoi
ozdobny minbar, czyli muzułmańska kazalnica, przeniesiona tu z kościoła
Dominikanów. |
Po latach wojen miasto
potrzebowało odbudowy. W tym czasie powstało szereg barokowych budowli,
odnowiono kościoły bądź wybudowano nowe. Aktywnie działał na tym polu
komendant twierdzy i wybitny architekt gen. Jan de Witte. W rezultacie
architektura Kamieńca nosi silne piętno XVIII wiecznego baroku.
W
wyniku drugiego rozbioru w 1792 roku Kamieniec przypadł Rosji. Po powstaniu
listopadowym władze rosyjskie rozpoczęły akcję wymierzoną przeciwko polskości,
a w szczególności w osiadłą tu polską szlachtę. Drobnej szlachcie odebrano
przywileje, skasowano liczne klasztory katolickie. Jednakże żywioł polski
okazał się być odporny na te próby i przetrwał lata zaborów. W 1918 roku
Kamieniec na krótko znalazł się w granicach Polski, jednakże na mocy
traktatu ryskiego miasto przypadło Związkowi Radzieckiemu. I znów rozpoczęły
się prześladowania Polaków, kościoły zostały zamknięte, szereg z nich
popadło w ruinę albo zostało zburzonych. W katedrze zorganizowano muzeum
ateizmu, co paradoksalnie uchroniło ją przed dewastacją i pozwoliło zachować
oryginalne wyposażenie. Od 1990 roku do katedry powróciły nabożeństwa, a później
odrodziła się diecezja kamieniecka. W Kamieńcu i innych ośrodkach na Podolu
powstały liczne towarzystwa polskie.
Kamieniec
zachwycić może każdego odwiedzającego malowniczością położenia, stara część
miasta otoczona jest głębokim jarem, na dnie którego płynie Smotrycz. Jedyne
dojście, Most Turecki, zamyka bryła zamku. Szczyty jego wież zdobią dachy w
dość dziwnym tutaj stylu rosyjskim, efekt pracy radzieckich konserwatorów w
ostatnich latach.
|

Kamieniec, widok z
zamku na miasto. |
W mieście przez stulecia żyły różne
narodowości, z których każda posiadała swój samorząd. Stąd każda
dzielnica posiadała własny rynek i ratusz. Na środku rynku polskiego,
naprzeciw katedry, wznosi się polski magistrat, stanowiący nakładającą
się na siebie mieszankę stylów architektonicznych, od gotyku po wiek
XIX. |
Sama katedra
zachowała się do naszych czasów w bardzo dobrym stanie a jej wyposażenie nie
uległo zniszczeniu. Do istniejącego tu do niedawna muzeum ateizmu sprowadzono
dzieła sztuki z innych kościołów oraz z cmentarzy, przykładem może być
marmurowy nagrobek Laury Przeździeckiej i jej rodziców. Kilkadziesiąt metrów
przed katedrą zaczyna się urwisko jaru, dzięki czemu spod bramy kościoła
rozpościera się przepyszny widok na zamek i okolicę. Na placyku przed głównym
wejściem stoi niewielki pomnik poświęcony pułkownikowi Wołodyjowskiemu,
"hektorowi kamienieckiemu".
Niestety, los
innych kościołów był bardziej okrutny. Kościół ormiański wysadzono,
rozebrano okazałą bazylikę Karmelitów Bosych i kościół Jezuitów oraz część
cerkwii, a inne świątynie niszczały pozamieniane na magazyny. Los ten spotkał
kościoły Franciszkanów i Dominikanów, z których drugi został na dodatek
poważnie zniszczony przez pożar w 1993 roku. Do naszych czasów dotrwał za to
w dość dobrym stanie kościół Trynitarzy, zakonu zajmującego się
wykupywaniem jeńców chrześcijańskich z rąk muzułmanów.
Kamieniec
odwiedziliśmy na dzień przed wizytą prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy. Gorączkowa
krzątanina przypominała sceny częste i u nas w poprzedniej epoce, domy
malowano pospiesznie farbą, mimo że pod jej warstwą tynk odpadał. Wokół
rynku krawężniki malowano na biało, w pośpiechu sadzono kwiatki. To nic, że
rezultatów tych zabiegów nie będzie widać już wkrótce po wizycie, ważne
aby miasto dobrze wypadło w oczach dostojnego gościa.
Miasto może
zachwycić zarówno swoim położeniem jak i pięknem zabytków. Zwiedzając je
widać, że to co widzimy to resztki historycznej wspaniałości. Wielkie szkody
powstały głównie nie w wyniku wojen czy innych kataklizmów, lecz poprzez
systematyczne i świadome niszczenie pamiątek historii przez dziesięciolecia władzy
sowieckiej.
Marcin
Wolter
(fotografie
autora)
|